W 2021 r. Google zapłacił innym firmom 26,3 mld dol., aby stać się domyślną wyszukiwarką w przeglądarkach internetowych i telefonach komórkowych.

CEO Google’a, Sundar Pichai, zeznając w największym procesie antymonopolowym branży technologicznej od czasu głośnej sprawy Microsoftu w latach 90, nie widzi niczego złego w stosowanych praktykach.

We wrześniu br. Departament Sprawiedliwości USA wytoczył Google’owi proces, który ma rozstrzygnąć o „przyszłości internetu”. Chce udowodnić, że koncern nielegalnie zmonopolizował rynek wyszukiwarek internetowych.

Gigant z Mountain View przekonuje natomiast, że jego dominacja wynika z technologicznej przewagi i osobistych preferencji internautów, a nie – jak twierdzą oskarżyciele – z nielegalnych praktyk.

Jak CEO Google’a wyjaśnia sprawę

Zeznając w poniedziałek przed sądem, prezes Google’a Sundar Pichai, próbował udowodnić, że jego firma postępuje uczciwie, ponieważ nie zabrania stosowania okien wyboru wyszukiwarki internetowej przy pierwszej konfiguracji urządzenia.

Inaczej sytuacja wygląda, gdy producent podpisuje z Google’m umowę o podziale dochodów (revenue sharing agreement). „Płacimy wtedy za wzmocnioną promocję” – tłumaczył Pichai, dodając, że producenci smartfonów mają wybór, i nie muszą wiązać się takim kontraktem. 

Sprawa nie dotyczy wyłącznie urządzeń z Androidem. Google płaci Apple’owi krocie za bycie domyślną wyszukiwarką w przeglądarce Safari na komputerach Mac, czy urządzeniach mobilnych. To na tyle korzystny układ dla Apple’a, że firma nigdy nie stworzyła własnej wyszukiwarki internetowej.

O procesie pisaliśmy już na łamach CRN Polska. Z artykułu dowiecie się m.in., co zeznawał CEO Microsoftu, Satya Nadella. Mówił m.in., że Dolina Krzemowa postrzega segment wyszukiwarek internetowych jak „wielką zakazaną strefę lotów”.

Za zamkniętymi drzwiami

Większość posiedzeń toczy się za zamkniętymi drzwiami. Coraz częściej pojawiają się oskarżenia pod adresem sądu, że pomaga Google zamieść niewygodną sprawę pod dywan.

„Gdy firmy mówią mi, że ujawnienie informacji zaszkodzi ich konkurencyjności, to traktuję to poważnie” – tłumaczy sędzia Amit Mehta.

Co jakiś czas rzuca opinii publicznej okruchy informacji. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że w 2021 r. Google zapłacił innym firmom 26,3 mld dol., aby zapewnić sobie status domyślnej wyszukiwarki w przeglądarkach internetowych i telefonach komórkowych. Jej wydatki wzrosły trzykrotnie od 2014 r. Koszt na tle przychodów z reklam w wyszukiwarce wydaje się niewielki. Firma zarobiła na nich bowiem w 2021 r. 146,4 mld dol.

Masa firm jest uzależniona od Google’a

Wynik tego procesu może wstrząsnąć całą branżą technologiczną i nie tylko nią. To, co stanie się z Google, wpłynie na firmy, których sukces uzależniony jest od widoczności w internecie”  – komentuje Marcin Stypuła, właściciel i prezes Semcore.

Około 90 proc. wyszukiwań na świecie odbywa się przy pomocy Google’a. Według Similarweb z 2023 r., Google ma 90,7 proc. rynku, a Bing i Yahoo! po 3.2 proc. Jak podaje serwis Internet Live Stats, wyszukiwarka przetwarza ok. 8,5 mld zapytań dziennie. Przeciętny człowiek korzysta z niej 3 – 4 razy w ciągu doby.

„Istnieje gros biznesów, dla których zniknięcie z wyników podsuwanych przez Google wiązałoby się nawet z koniecznością zakończenia działalności. I nie chodzi tu jedynie o samą wyszukiwarkę, ale również o usługi powiązane, takie jak Mapy Google. Tak wielka władza spoczywa dziś w ręku jednej firmy” – mówi Marcin Stypuła.

Google jak Microsoft 30 lat temu

Zdaniem Matta Stollera, Research Directora w American Economic Liberties Project, Google zachowuje się dziś niemal identycznie, jak Microsoft na początku lat 90. Jedną z praktyk, które budzą spore wątpliwości, jest właśnie odcinanie konkurentów od miejsc, w których mogliby ich znaleźć konsumenci. 

Marcin Stypuła uważa, że jeśli sąd ukróci te kontrowersyjne praktyki, to nie należy spodziewać się znaczących zmian na rynku. „Postawieni przed możliwością wyboru, konsumenci zdecydują się na to, co sprawdzone, do czego są przyzwyczajeni. Dlatego myślę, że Google, mimo procesu i możliwych różnych jego rozstrzygnięć, może spać spokojnie” – kwituje prezes Semcore.