Zwolnienia w imię AI: strategia czy panika?
Big Techy zwalniają pracowników, aby poprawić niektóre wskaźniki efektywności, ale wiąże się to z poważnymi konsekwencjami
Microsoft i Meta Platforms to najnowsze przykłady wielkich firm technologicznych, które redukują zatrudnienie pod szyldem sztucznej inteligencji. Meta planuje zwolnić około 8 000 osób. Microsoft z kolei wdraża „program dobrowolnych odejść”, skierowany do około 7% pracowników w USA. Nie można jednak wykluczyć, że jeśli zgłoszeń będzie za mało, firma może sięgnąć po przymusowe zwolnienia.
W ostatnich tygodniach cięcia ogłosiły też Oracle i Snap, a fintech Block, spółka matka Square i Cash App, zapowiedział w lutym redukcję aż 40% załogi, co oznacza ponad 4 000 etatów. W samym marcu pracę straciło 45 800 pracowników sektora technologicznego, co czyni go najgorszym miesiącem pod względem zwolnień od co najmniej dwóch lat – wynika z danych serwisu Layoffs.fyi.
Firmy starają się przedstawiać te cięcia jako dowód wiary w przyszłość AI, w której maszyny zastąpią coraz więcej pracowników, unikając przy tym jakichkolwiek sugestii o problemach finansowych.
– Nie podejmujemy tej decyzji dlatego, że mamy kłopoty – napisał w swoim komunikacie Jack Dorsey, dyrektor generalny Blocka.
Mimo to pewne niepokojące sygnały już się pojawiają. Firmy technologiczne prześcigają się w wydatkach na układy AI i centra danych, licząc, że przewaga kapitałowa zapewni im prowadzenie w wyścigu, z którego nikt nie chce wypaść. To z kolei nakręca rywalizację o to, kto zdoła zrobić więcej mniejszymi zasobami ludzkimi, by uwolnione środki przeznaczyć na drogie chipy.
W niektórych przypadkach zwolnienia wyglądają jednak bardziej jak korekta po pandemicznym przesyceniu zatrudnieniem lub próba dostosowania się do branżowych norm. Roczny przychód na pracownika Oracle jest niższy niż u większości dużych firm programistycznych i stanowi mniej niż jedną trzecią analogicznego wskaźnika Microsoftu – wynika z danych S&P Global Market Intelligence. Z kolei ostatni znany stan zatrudnienia w Snapie był o 65% wyższy niż przed pandemią, mimo że spółka konsekwentnie nie osiągała rocznego zysku operacyjnego.
AI pożera etaty i zaufanie
Narracja o zwolnieniach o wizjonerskim skoku w erę AI niesie jednak ze sobą ryzyko. Masowe redukcje biją w morale i skłaniają innych pracowników, zwłaszcza tych najlepszych, którzy mają alternatywy, do szukania nowego miejsca. Bez względu na możliwości AI, ludzie są nadal potrzebni do tworzenia modeli biznesowych, obsługi klientów i co kluczowe — do zapewnienia bezpiecznego wdrażania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Utalentowani byli pracownicy mogą z kolei zakładać startupy, które staną się konkurencją dla korporacyjnych gigantów, a duże, stabilne zespoły stanowią przed tym pewną ochronę.
Zwolnienia utwierdzają też opinię publiczną w przekonaniu, że AI to nie panaceum, lecz narzędzie do eliminowania miejsc pracy. To podsyca sprzeciw, który już teraz ogranicza ekspansję sektora, coraz więcej społeczności lokalnych sprzeciwia się budowie gigantycznych centrów danych. Alphabet (Google), Meta, Amazon i Microsoft mają w tym roku łącznie wydać na inwestycje kapitałowe 674 miliardy dolarów, ponad dwukrotnie więcej niż dwa lata temu, gdy wydatki na AI były już uznawane za wygórowane. To napina finanse nawet najbogatszych graczy na rynku.
Nawet dla firm notujących rekordowe zyski te liczby zaczynają budzić niepokój. Zadłużenie niektórych technologicznych gigantów już rośnie: wskaźnik zadłużenia do kapitału własnego Mety wyniósł w ubiegłym roku 39%, wobec zaledwie 8% pięć lat wcześniej. Część z nich sięga po pozabilansowe instrumenty finansowe, by utrzymać tempo rozbudowy infrastruktury AI.
Dwa sygnały dla inwestorów
Redukcja zatrudnienia wysyła inwestorom dwa sygnały. Pierwszy: firmy technologiczne nie cofną się przed niczym, byleby wydawać na AI, co rynki często nagradzają. Ostatnio jednak nie wszystkie plany masowych inwestycji spotykają się z aplauzem. Przekonała się o tym Tesla, której akcje spadły o blisko 4% po ogłoszeniu podwyższenia tegorocznego budżetu inwestycyjnego do 25 miliardów dolarów.
Drugi sygnał: firmy wierzą, że poradzą sobie równie sprawnie przy mniejszej załodze, nawet po kilku latach cięć następujących po pandemicznej rozbudowie zespołów. Zatrudnienie w Mecie nieco wzrosło po cięciach w „roku efektywności” w 2023 roku, lecz pod koniec czwartego kwartału wciąż było o około 10% niższe niż w pandemicznym szczycie.
Takie ruchy mogą poprawić wizerunek firm w oczach inwestorów, ponieważ przychód na pracownika jest uważnie śledzonym wskaźnikiem efektywności. Analitycy pytali spółki technologiczne o efektywność 29 razy podczas prezentacji wyników w ciągu ostatnich dwóch kwartałów, niemal trzykrotnie częściej niż w analogicznym okresie dwa lata wcześniej – wynika z danych AlphaSense.
Sektor technologiczny i tak nie wypadał w tym obszarze źle. Mediana rocznego przychodu na pracownika wśród spółek technologicznych z indeksu S&P 500 wynosi około 669 000 dolarów, czyli o 14% powyżej mediany dla całego indeksu, według S&P Global Market Intelligence. Firmy technologiczne z kapitalizacją przekraczającą bilion dolarów osiągają średnio nieco ponad 2 miliony dolarów przychodu na pracownika rocznie. Dalsze cięcia mogłyby te wskaźniki jeszcze poprawić.
Podobne aktualności
49 proc. polskich firm jest rozczarowanych wdrożeniami AI
"Zarządy widzą rosnące wydatki na sztuczną inteligencję, ale ponad połowa firm nie dostrzega istotnego wpływu inwestycji na zysk" - twierdzi ekspert.
Agentyczna AI trafi do co trzeciego smartfona w 2027 roku
Analitycy z Counterpoint Research przewidują, że AI wkrótce zagości w większości smartfonów z wyższej półki i urządzeń noszonych na ciele
